ŚWIĘTY czas Wielkiego Postu

To, co teraz napiszę, najprawdopodobniej cię zadziwi, a mianowicie: Wielki Post jest moim ulubionym czasem w ciągu roku. Zawsze oczekuję go z wielką radością i niecierpliwością. Być może pukasz się teraz w głowę i myślisz sobie, że jestem szalona. Nie wiem, może jestem. Na pewno różnię się od większości ludzi, idę pod prąd, ale nie z przekory, tylko z potrzeby serca, z natury.

No dobrze, ale dlaczego Wielki Post jest tak bliski mojemu sercu? Przecież to czas umartwienia, pokuty i refleksji – co jest w tym pociągającego? Dla mnie wszystko. Ci, którzy dobrze mnie znają wiedzą, że często jestem wyciszona i zamyślona. Drażni mnie ten rozkrzyczany, pstrokaty świat. Oczywiście nie mam nic przeciwko radości. Wręcz przeciwnie – dążę do tego, by zaznawać jej jeszcze częściej i pełniej. Nie toleruję jednak wiecznego, bezmyślnego (!) optymizmu ani maniakalnego skupiania się na ziemskich „przyjemnościach”. To nie ma nic wspólnego z prawdziwą radością. To jest zwyczajne zagłuszanie swojego wnętrza i sumienia. Prawdziwą radość daje wyłącznie obcowanie z Bogiem.

Wielki Post to czas o wyjątkowej głębi, który daje nam niepowtarzalną okazję do duchowego wzrostu oraz do przyjrzenia się własnemu sumieniu, a także relacji z Bogiem i bliźnim. To czas pracy nad sobą, która nadaje sens naszemu życiu.

Dwa lata temu, gdy zbliżała się Środa Popielcowa, Ojciec Szustak zachęcał wiernych, by przemyśleli sobie, jakich zmian w swoim życiu chcieliby dokonać w Wielkim Poście. Dominikanin podkreślił, że aby przemiana się udała, niezbędne jest określenie swoich priorytetów. W ten sposób już pierwszego dnia tego szczególnego czasu dysponuje się jasno określonym planem działania, dzięki czemu realizacja celów może przebiegać sprawniej i szybciej.

Już po raz drugi posłuchałam wskazówek Ojca Szustaka i jak na pedantyzm germanisty przystało, wypisałam sobie wszystkie wielkopostne cele w specjalnie na tę okazję założonym notesiku. Pewnie postrzegasz mój pomysł jako wyraz infantylności albo drobnomieszczaństwa… Cóż, może i jest w tym ziarnko prawdy… Ale jakie to ma znaczenie w obliczu korzyści, których zaznałam dzięki tej metodzie? Słowo pisane ma bowiem większą moc aniżeli myśli. To, co widnieje, przemawia do nas mocniej, staje się dla nas bardziej realne, a przez to bardziej zobowiązujące. A gdy możemy skreślić jakiś zrealizowany podpunkt, ogarnia nas radość, ponieważ zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, że możemy kreować siebie i naszą rzeczywistość, że z Bożą pomocą jesteśmy w stanie zbliżać się do ideału świętości. Widzimy efekt, więc mamy motywację.

Może zastanawiasz się, dlaczego w tytule mojego felietonu określiłam Wielki Post mianem „świętym” i w dodatku napisałam to słowo dużymi literami? Wszystko przez jednego Księdza z mojej parafii, który od wielu lat posługuje się tym sformułowaniem. Najzabawniejsze (a właściwie najtragiczniejsze…) jest to, że dopiero teraz zrozumiałam, co mój duszpasterz chce przez to powiedzieć…

Wielki Post jest czasem świętym, bo danym nam przez Boga. Jest błogosławieństwem. Jest przestrzenią sacrum, w której możemy nabrać dystansu do świata i lepiej poznać naszego Stwórcę. Jeżeli tylko otworzymy się na tę tajemnicę i powiemy Ojcu, że chcemy przeżyć te 40 dni owocnie, to możesz być pewien, że tak się stanie. Poza tym słowo „święty” wskazuje na wyjątkowość, na szansę daną nam przez samego Boga. Każdy z nas powinien poczuć się odpowiedzialny do tego, by tę niepowtarzalną okazję wykorzystać w należyty sposób.

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć tobie, byś odkrył świętość Wielkiego Postu i pozwolił się jej zatracić.

Madame Barbell

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o