Majowa Odnowa – wyzwanie nr 2: wyśpij się!

Jeżeli każda błahostka wyprowadza Cię z równowagi, jeżeli wszyscy dookoła uskarżają się, że życie z Tobą jest istnym „krzyżem Pańskim”, jeżeli zamiast zakasać rękawy i wziąć się do pracy, wolisz dziesięć razy pucować na glanc biurko i wreszcie, jeżeli potrafisz wypijać do sześciu kaw dziennie i w sumie czujesz nieodpartą ochotę na następną, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z jednym z dwóch niebezpiecznych (dla siebie i otoczenia) zjawisk: niedoborem… cukru albo snu. W skrajnych przypadkach z dwoma tymi zjawiskami naraz… Dziś weźmiemy pod lupę sen. Przepraszam, niedobór snu…

Ilekroć wspominam siebie z czasów liceum, studiów i pierwszych dwóch lat pracy, tylekroć rozgoryczona zadaję sobie to samo pytanie: Jak mogłaś przez tyle lat traktować swoje ciało z takim okrucieństwem? Byłaś dla siebie niczym esesman dla więźniów KL Auschwitz!

Mam tu na myśli przede wszystkim odmawianie sobie prawa do snu. Tak, wiem… Kolejne słowa wychodzące spod mojej klawiatury, które napawają Cię przerażeniem… Ale do rzeczy. To były lata, gdy spałam po 5-6 godzin dziennie. Najczęściej po 5… Nawet w weekendy…

Przecież najlepsza uczennica/studentka/pracownica nie może tracić czasu na takie głupoty jak sen! Spanie 8 godzin dziennie? To dobre dla leni, osób bez ambicji albo dzieciaków. Słowem: mięczaków!

Najlepsza uczennica/studentka/pracownica ma inne, „lepsze” rzeczy do roboty: o poranku (dobra, przyznam się: o 5:30!!!) mordercze bieganie, w ciągu dnia realizowanie 10000 punktów z tak zwanej „to-do-list”, a wieczorami nadmierne (!) angażowanie się w katolickie wspólnoty.

I nic ani nikt nie był w stanie przemówić mi do rozsądku. Na wrzask księdza: Kobieto, ile ty naprodukowałaś tych wielkanocnych jajek! To miały być ozdoby tylko dla naszej parafii, a nie dla wszystkich parafii w Archidiecezji Gdańskiej!!!

Urażona odwróciłam się na pięcie i z bólem serca doszłam do wniosku, że ludziom nie dogodzisz! I na złość sobie i światu „doprodukowałam” kolejne kartony wielkanocnych jajeczek. Farby, cekiny, styropian i wstążki walały się po całym moim pokoju, ba, mieszkaniu. Mateczka była przerażona i wściekła jednocześnie…

Nie trudno zgadnąć, że udało mi się sprzedać zaledwie 1/4 pisanek. Nie, nie dlatego, że nie cieszyły się powiedzeniem, lecz dlatego, że najzwyczajniej w świecie było ich za dużo!

Zastanów się: mogłam na spokojnie wykonać rozsądną ilość ozdób, odczuwając przy tym radość tworzenia i chodząc spać o ludzkiej porze. Innymi słowy – mogłam czynić dobro, rozkoszować się manualnym zajęciem i wypoczęta sprzedawać jajeczka między kolejnymi, niedzielnymi mszami… Zamiast tego prawie przepracowałam się na śmierć, zaniepokoiłam księdza, wywarłam presję na członkach wspólnoty i… zirytowałam moją Mateczkę.

A zirytowana Mateczka to groźna Mateczka…

Odbieranie sobie prawa do odpoczynku i robienie wszystkiego ponad miarę było więc moim sposobem na życie. Dlaczego? Ha, dobre pytanie!

Już spieszę z odpowiedzią, ale ostrzegam, że będzie ona smutna: bo chciałam być jeszcze lepsza, niż byłam. Bo chciałam udowodnić innym i sobie samej, że jestem czegoś warta. Bo ciągle czułam się głodna wiedzy, osiągnięć i pracy, niezależnie od tego, czy owa praca była sensowna i potrzebna, czy może całkowicie zbędna. I wreszcie, bo chciałam być perfekcyjna.

Właśnie! Perfekcjonizm! To on jest, a właściwie był (dzięki Bogu!) głównym winowajcą mojego 13-letniego cierpienia. A mogłam mieć spokojną, uporządkowaną młodość… Nie musiałam tyle harować. W ogóle nie usiałam harować. Jestem bardzo zdolną osobą. Nie chwalę się, po prostu mówię tak, jak jest. Podam przykład: pisanie pracy licencjackiej czy magisterskiej było dla mnie przysłowiową „bułką z masłem”. W październiku wymyślałam temat, a w grudniu miałam już gotową pracę… A koleżanki i koledzy jeszcze w marcu myśleli nad tematami… I tak było ze wszystkim… I zamiast kierować się zasadą „złotego środka” i wieść harmonijne życie, ja wszystkiego pragnęłam bardziej i więcej, przez co zaniedbywałam relacje międzyludzkie i odpoczynek… Wprawdzie jakimś cudem udawało mi się być przez te wszystkie szalone lata mega produktywną, ale równocześnie stałam się mega podenerwowana i mega zmęczona. No dobrze: styrana.

Aż końcu „padłam”. Opamiętanie się przyszło ni stąd ni zowąd. Po prostu zaczęłam się wysypiać, dbać o życiową równowagę. Tak nagle. Tak po prostu.

Cud? Znając mój upór i moją wytrzymałość można to tak określić. Doskonale zdaję sobie jednak sprawę, że ów cud nie miałby miejsca gdyby nie modlitwa – moja i przede wszystkim bliźnich.

Świat oszalał. Ludzie pracują coraz dłużej i w dodatku o coraz bardziej dziwnych porach. Gonią nie wiadomo za czym. Internetowa rzeczywistość kreuje sztuczne potrzeby i ukazuje miliardy kuszących możliwości rozrywki oraz rozwoju, co nakręca takie zjawiska jak „wyścig szczurów”, zakupoholizm, czy wieczne niezadowolenie z siebie. Jak grzyby po deszczu wyrastają siłownie, które są otwarte przez całą dobę. Ćwiczyć w nocy… Ej, to nawet ja nie byłam taka głupia…

Opamiętajmy się! Ja już to uczyniłam. Jak jest z Tobą?

Nie lekceważ snu! Sen i odpowiednia dieta tworzą podstawę szczęśliwej i produktywnej egzystencji. Jeżeli nie będziesz się wysypiał, ucierpi na tym każda dziedzina Twojego życia: relacje międzyludzkie, zdrowie fizyczne i psychiczne, kariera zawodowa, duchowość. Brzmi niezbyt optymistycznie, prawda?

Czy kojarzysz tak zwaną piramidę Maslowa? W wielkim skrócie: amerykański naukowiec (brzmi fatalnie, wiem) wychodził z założenia, że wszelkie górnolotne cele jesteśmy w stanie zrealizować dopiero wtedy, gdy zaspokojone zostaną nasze potrzeby biologiczne, zwane też fizjologicznymi. Niby takie logiczne i proste, ale jakże czasem trudne do przekucia na życie codzienne…

I jeszcze jedno – dr Michael Breus wychodzi z założenia, że każdy człowiek ma swój indywidualny zegar biologiczny, który powinniśmy uwzględniać przy planowaniu dnia. Oczywiście nie jest tak, że wszyscy ludzie na ziemi diametralnie się od siebie różnią. Wykazują oni pewne cechy wspólne, które dr Breus przeanalizował i na ich podstawie wyszczególnił 4 typy snu. Rozróżnienie na skowronki i sowy to bowiem trochę za mało…

Sprawdź swój chronotyp!

Ja jestem lwem. A Ty? 🙂

1. Delfin

– osobowość inteligentna, ale nieco neurotyczna

– wstaje bardzo wcześnie rano i jest produktywny o poranku

– nie potrzebuje zbyt wiele godzin snu

– często cierpi na bezsenność

– jego dzień powinien zacząć się około 6:30 a skończyć około 23:30

– największą produktywność osiąga między godziną 10:00 a 12:00

– zaleca się, by między 13:00 a 16:00 zrobił sobie przerwę

 

2. Lew

– optymista

– wstaje wcześnie rano i od razu rozpiera go energia

– bardzo ważne jest dla niego porządne śniadanie

– dzień zaczyna żwawo, energetycznie i na pełnych obrotach

– spotkania biznesowe powinien planować między godziną 10:00 a 12:00. Wtedy jest też dobry czas na kawę

– największą kreatywność wykazuje między godziną 13:00 a 17:00

– powinien kłaść się spać tuż przed 22:00

 

3. Niedźwiedź

– lubi dobrze wypocząć i dobrze się bawić

– z natury jest nieskomplikowany i radosny

– jego szczyt formy przypada na popołudnie i wieczór

– potrzebuje pełnych 8 godzin snu i dużo światła w ciągu dnia

– powinien zacząć dzień koło godziny 7:00 a zakończyć mniej więcej o 22:00

– najlepszym czasem na podjęcie trudnych zadań jest południe

4. Wilk

– osobowość kreatywna i ekstrawertyczna

– najwięcej energii ma późnym wieczorem

– lubi długo spać i ma problemy ze wstawaniem

– po wstaniu z łóżka dobrze zrobi mu spisanie swoich myśli i poranna gimnastyka

– najlepiej, by zaczął pracować dopiero od godziny 11:00…

-najlepszą porą na spotkania biznesowe i współpracę jest późne popołudnie, tzn. po godzinie 16:00

– dzień powinien kończyć po godzinie 23:00

 

Dobra wiadomość dla osób, które uczą się niemieckiego lub które go znają: w numerze 89 mojego dwumiesięcznika Deutsch Aktuell pisałam artykuł o chronotypach.

Archiwalne numery DA można zamówić w naszym sklepie internetowym: http://deutschaktuell.pl/

 

Nie chodzi o to, by przespać życie jak Śpiąca Królewna. Każdy z nas powinien nauczyć się słuchać swojego ciała i należnie się nim opiekować. Jeżeli Twój organizm daje Ci do zrozumienia, że potrzebuje odpoczynku, to nie lekceważ tych sygnałów! Nasze ciała są mądrzejsze od nas, doskonale wiedzą, czego im trzeba do prawidłowego funkcjonowania. Zacznij KOCHAĆ swoje CIAŁO, zacznij kochać SIEBIE.

 

Zadanie na dziś: Marsz do łóżka! Nawet jeśli problem chronicznego zmęczenia Cię nie dotyczy, idź dzisiaj wcześniej spać i podaruj swemu ciału oraz umysłowi minimum (!) 8 godzin odpoczynku. Trwa majówka – wykorzystaj te wolne dni, by zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz nauczyć się bycia dla siebie dobrym, kochającym rodzicem…

Jeżeli zaś przez wiele miesięcy, a nie daj Boże lat, spałeś mniej niż 7 godzin dziennie, to czeka Cię dodatkowe zadanie domowe, a mianowicie: drzemka w ciągu dnia. Nie mam pojęcia, ile powinna ona trwać. Najlepiej wie to Twój organizm. Po prostu zasuń żaluzje, wyłącz komputery, smartfony i wszelkie inne elektroniczne głupoty, rozłóż łóżko i udaj się w objęcia Morfeusza. Aha! I jeszcze jedno – broń Boże nie nastawiaj budzika! Śpij do oporu!

Słodkich snów! 😊

Madame Barbell

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o