Ksiądz-celebryta

Jeżeli kapłan ciągle nie znajduje dla Ciebie czasu, ponieważ ma „ważniejsze” rzeczy na głowie niż rozmowa z jakąś „zagubioną owieczką”, udaje, że nie wie, co złego dzieje się w polskim Kościele Katolickim, zmienia samochody jak rękawiczki, a zamiast katechez parafialnych organizuje zakrojone na szeroką skalę „eventy”, w których tak właściwie nie wiadomo, o co chodzi (czyżby o mamonę i zdobycie rozgłosu?), to najprawdopodobniej trafiłeś na księdza-celebrytę. Cóż, ciężki orzech do zgryzienia…

Mam 27 lat. Jestem osobą wierzącą i praktykującą. Chodzę do Kościoła w każdą niedzielę, biorę udział w różnego rodzaju nabożeństwach, a kilka razy w miesiącu uczestniczę we mszy świętej w dzień powszedni. W mojej rodzinnej parafii spędzam więc dość dużo czasu. Ponadto często podróżuję, więc mam okazję bywać w kościółkach w całej Polsce. Nie ulega wątpliwości, że czego jak czego, ale księży nam nie brakuje, mamy ich w bród (ciekawe, jak długo potrwa ta dobra passa?). Ale cóż z tego, skoro spośród ponad 30 000 duchownych, tylko niewielki ich odsetek jest… powołany do służby Bogu i bliźniemu?

Oj, chyba stąpam po cienkim lodzie… Już widzę oczami wyobraźni, jak członkowie wielebnych wspólnot młodzieżowych i panie z kółek różańcowych obmyślają słodką zemstę na mnie, czarnej owcy Polskiego Kościoła Katolickiego. Całe szczęście, że trenuję siłowo i ani na chwilę nie rozstaję się z moim gazem pieprzowym…

Ale wróćmy do naszych księży-celebrytów. Na ich temat mogłabym napisać grubaśną powieść (mój kochany Tomaszu Mannie – chyba będziesz miał konkurencję), gdyż zjawisko to jest mi znane aż za dobrze. Niestety…

W sumie ciężko ich nazwać „księżmi”… Już choćby z tego względu, że sami unikają tego tytułu. Na fejsbookowych profilach na próżno szukać skrótu „ks.”. Cóż, zawsze myślałam, że bycie księdzem jest powodem do dobrze rozumianej dumy… Wszak to niezwykle piękna i odpowiedzialna funkcja… Co więcej, poza ołtarzem nie spotkasz ich w sutannie. Co ja mówię… Sutanna to w dzisiejszych czasach ekstrawagancja. Na taki strój decydują się chyba tylko idealistyczni klerycy. Nie spotkasz ich nawet w koloratce! Chodzą po ulicach wypachnieni i wystrojeni w najmodniejsze ciuchy. Sam Karl Lagerfeld czułby się przy nich jak szara myszka.

Udają, że w polskim Kościele Katolickim wszystko jest „cacy”. No pewnie – najważniejsze, że pieniążków nie brakuje. Cała reszta nie ma dla nich znaczenia. Cóż z tego, że moralność kleru pozostawia wiele do życzenia, cóż z tego, że kazania są nudne, niedostosowane do współczesnego człowieka, często zabarwione politycznie, jednym słowem NIEPROFESJONALNE, cóż z tego, że wspólnoty to nawiedzone grupki hipokrytów i tak dalej… Drodzy księża-celebryci – ta dobra pasa wkrótce dobiegnie końca. Przypominam, że słuchacze Radia Maryja powoli odchodzą z tego świata. Młode pokolenie nie jest tak naiwne.

Jacy jeszcze są księża-celebryci? Zakochani w sobie! Nie licz na to, że znajdą czas na rozmowę z Tobą. Interesy czekają. A nawet jeśli w chwili obecnej nie rozkręcają żadnych biznesów, ani nie organizują dziwacznych eventów, to są zbyt zajęci sobą, by poświęcić uwagę jakiejś zagubionej duszy. Jedyne, na co zawsze mają czas i ochotę, to dopieszczanie swojego ego.

W ciągu mojej 27-letniej przygody z Kościołem miałam zaszczyt spotkać zaledwie trzech księży z powołania! Uwierz mi, w moich słowach nie ma ani krzty przesady! Wbrew pozorom z wielkim trudem poruszam ten temat, ponieważ zawsze byłam idealistką i wierzyłam w szlachetność wszelkich instytucji. Owszem, dostrzegałam niegodziwości, których dopuszczał się np. Kościół, ale byłam głęboko przekonana, że są to zjawiska marginalne… Czy zna ktoś większą naiwniaczkę ode mnie?

No dobrze, ale jacy byli ci szlachetni księża, których miałam okazję poznać? Cóż, ciężko wziąć ich pod wspólny mianownik, ponieważ wiele ich różniło – pochodzenie, temperament, wizja Kościoła, życiowe doświadczenia… Ale łączyło to, co najważniejsze, a mianowicie PEŁNE ODDANIE BOGU I LUDZIOM. To byli kapłani zakochani w świecie, nie w sobie. Z ogromną pobożnością i starannością sprawowali mszę świętą – nie sposób było pozostać wobec tych starań obojętnym, ich miłość do Eucharystii udzielała się chyba wszystkim zebranym…

Na tym nie koniec – mieli poczucie humoru oraz dystans do siebie i rzeczywistości. Wiedzieli, na czym polega kapłaństwo i wiedzieli, po co zdecydowali się na tak trudne życie. Mógłbyś pójść do nich z każdym problemem, o każdej porze dnia i nocy – zawsze powitaliby Cię ze szczerą radością i poświęciliby Ci tyle czasu, ile byś potrzebował.

Ileż to razy przychodziłam do nich z rykiem! A oni z pełnym miłości i wyrozumiałości uśmiechem przysłuchiwali się moim zwierzeniom, udzielali trafnych rad, a na końcu zawsze mnie wyściskali, ucałowali po dziesięć razy w oba policzki, poklepali po ramieniu, zapewnili o modlitwie i powiedzieli, że wszystko się ułoży. Do domu wracałam w podskokach nie mogąc doczekać się chwili, w której będę miała okazję stawić czoła moim problemom…

I faktycznie, zawsze wszystko się układało. A jeżeli kilka miesięcy później znowu nawiedziło mnie jakieś nieszczęście, to doskonale wiedziałam, dokąd powinnam pójść. To były naprawdę piękne czasy.

Od wielu lat czekam na kogoś, kto zastąpi ich miejsce. Przez pewien czas rozglądałam się nawet po sąsiednich parafiach. Bez skutku. Jakby tego było mało, to kilka miesięcy temu bardzo zawiodłam się na kapłanie, który sprawiał wrażenie nieskazitelnego. Wierzyłam w niego bezgranicznie. Cóż, znowu się przekonałam, jak naiwną istotą jestem. A raczej byłam.

Z każdym dniem znajduję w sobie coraz więcej krytycyzmu i sceptycyzmu odnośnie księży, a coraz mniej przekonania, że Kościół jest dobry. Nie, to Bóg jest dobry. Może zamiast szukania szlachetnych księży powinniśmy wziąć przykład z naszych braci protestantów, tzn. sięgnąć po zakurzoną Biblię i zacząć ją czytać? Może zamiast żałosnych prób zaangażowania się w życie parafialne (nie łudź się, że „kółka wzajemnej adoracji” Ci na to pozwolą) zechcemy dołożyć starań, by głębiej i bardziej świadomie przeżywać mszę świętą? Wydaje mi się, że jeżeli całkowicie skupimy się na Panu Bogu, to On w pełni się o nas zatroszczy i w końcu nagrodzi nasze starania – na przykład stawiając na naszej życiowej drodze wartościowego kapłana.

Ja tak zrobię. A Ty?

P.S. Komentowanie wpisów będzie możliwe po tak zwanej „majówce”. Proszę więc o jeszcze kilka dni cierpliwości 😊

Madame Barbell

Grafika: kulturaliberalna.pl