Niech usta staną się Twoją wizytówką!

Chandra, przesuszone i zaczerwienione dłonie, zbędne kilogramy, „sianowate” włosy i spierzchnięte usta – oto, co zima lubi nam pozostawiać na „pamiątkę”… Cóż, są dwa wyjścia – szlochanie do poduszki albo zakasanie rękawów i pełne entuzjazmu doprowadzanie się do porządku. Ja wybieram to drugie, a Ty? Dziś podzielę się z Tobą moimi sposobami na bajecznie gładkie usta.

Dwa kroki do pięknych ust – mój wieczorny rytuał:

Krok 1: Zwilż lekko usta i szczoteczkę do zębów. Masuj wargi szczoteczką tak długo, aż poczujesz, że stają się wolne od wszelkich nierówności, zrogowaceń itp. Taki peeling powinien potrwać mniej więcej od 30 do 60 sekund.

Krok 2: Dokładnie umyj ręce i wysusz usta czystym wacikiem kosmetycznym i nałóż na nie cienką warstwę maści… majerankowej. Teraz możesz iść spać 😊

 
Jedno z moich największych kosmetycznych odkryć – niepozorna maść majerankowa! Kupisz ją np. w aptekach DOZ za całe… 2,99zł… W dodatku starczy Ci ona na ponad pół roku…

 

 

 

Gotowe! Rano czeka Cię miła niespodzianka w postaci nieziemsko gładkich ust o zdrowym kolorycie!

Uwaga: Peeling ust szczoteczką do zębów wykonuj tylko raz w tygodniu – chyba, że chcesz zostać bez ust… 😉

A co z pielęgnacją w ciągu dnia? Przecież nie będziemy paradować z lekko tłustawą i specyficznie pachnącą maścią majerankową na wargach, prawda?

Zdradzę Ci sekret – stosując się do moich powyższych rad, dodatkowa pielęgnacja ust w ogóle nie jest Ci potrzebna. Jeśli jednak lubisz podkreślić ich naturalne piękno, to mam dla Ciebie kilka sprawdzonych i niedrogich produktów, które wyśmienicie poradzą sobie z tym zadaniem:

EOS, balsam do ust – jeszcze tydzień temu nie rozumiałam, dlaczego cały świat oszalał na punkcie tego balsamu i na przekór wszystkim nie zamierzałam go kupować. W końcu jednak się skusiłam – zachęciła mnie pięknie i delikatnie podkreślona uroda ust modelki reklamującej ten kosmetyk, oryginalne opakowanie i atrakcyjne smaki. Oczywiście sięgnęłam po pudełeczko w odcieniu pudrowego różu… Po aplikacji balsamu i przejrzeniu się w lustrze doznałam szoku – on naprawdę uwydatnia naturalne piękno ust, doskonale je pielęgnując! Zawsze marzyłam o takim efekcie na moich wargach – niby nie są pomalowane, ale coś się na nich dzieje… Nie tylko wyglądają zdrowo, ale faktycznie takie są! Znakomity produkt! Szkoda tylko, że nieco drogi – kosztuje ponad 20 zł. Zapewniam Cię jednak, że warto w niego zainwestować. Na uwagę zasługuje również fakt, że balsamy EOS produkowane są z naturalnych składników, a ich opakowania w całości nadają się do recyklingu. Ideał!

 

Maybelline New York, Baby Lips, pomadka ochronna – mam totalnego „bzika” na punkcie produktów Maybelline. Ich kosmetyki nigdy mnie nie zawiodły. Kilka lat temu sięgnęłam po pielęgnacyjną pomadkę „Baby Lips” tej firmy i od tej pory zawsze noszę ją w torebce. Moim faworytem jest ta w fioletowym opakowaniu o smakowitym zapachu brzoskwini. Doskonale nawilża wargi nadając im wyrazisty połysk. Usta są błyszczące, ale nie wyglądają tandetnie – rzadko się to zdarza w produktach o tego typu właściwościach…

 

 

 

Flos Lek, wazelina – ten produkt odkryłam… stojąc przy kasie w Biedronce… 😀 Jestem fanką wszystkiego, co czekoladowe i waniliowe, więc nie mogłam się nie skusić. Oczywiście kupiłam oba smaki, ponieważ mam te same problemy z podejmowaniem decyzji, co Franz Kafka 😀 Zakupu nie żałowałam, wazelina pachnie apetycznie, ma idealną konsystencję i przede wszystkim dobrze pielęgnuje usta. W dodatku nie pozostawia tak tłustego filmu, co zwykła, apteczna wazelina. Jej zaletą jest także przystępna cena. Kosztuje niecałe 10zł i starcza na wiele miesięcy.

 

 

Mam nadzieję, że dzięki moim radom powitasz wiosnę z gładkimi, zdrowo wyglądającymi ustami!

Madame Barbell